czwartek, 7 października 2010

New York Fashion Week

Przepraszam za tak opóźnione relacje z nowojorskiego tygodnia mody, ale szczerze mówiąc ostatnio bardziej po głowie chodziło mi to, jak dodawać do siebie wektory, niż to, że Marc Jacobs w swojej wiosennej kolekcji złożył hołd latom 70tym. Ale ile można?!
Nowy Jork jest miastem młodych projektantów. Głównie dzięki temu, że to tam znajduje się jedna z najlepszych szkół projektowania (Parsons - gdzie kręcą program "Project Runway") i to właśnie tam urzęduje i rozdaje swoje nagrody CFDA. Dlatego przy pisaniu o nowojorskich pokazach, nie można nie wspomnieć o Proenza Schouler, Vena Cava, czy Prabal Gurung. Wszyscy Ci projektanci mimo, że nie skończyli jeszcze 3o, to już ustanowili swoją pozycję w świecie mody i ich klientkami są Anna Wintour, Michelle Obama oraz wiele modnych kobiet na całym świecie.

VENA CAVA
Lisa Mayock i Sophie Buhai prace nad wiosenną kolekcją zaczęły oglądając zdjęcia projektów "The Memphis Group", Mediolańskiej grupy designerów z lat 80tych. " We were attracted to Memphis because it is supposed to be a little kitsch ". Od Memphis, projektantki zaczerpnęły kolory i podejście do projektowania - pełne poczucia humoru.
W kolekcji znajdziemy długie, jedwabne sukienki o geometrycznych dekoltach, minimalistycznie skrojone żakiety i spódnice o długościach za kolana (coś, czego będziemy widzieć coraz więcej na pokazach - w Londynie, Mediolanie i Paryżu). Oglądając pokaz, robi nam się cieplej, czujemy zapach lata i powiew morskiej bryzy - zabrzmiało tandetnie, ale to prawda!


PROENZA SCHOULER

Bez wątpienia mój ulubiony "Design Duo". Na jesieni Jack McCollough i Lorenzo Hernandez udowodnili, że nikt nie jest bardziej cool niż oni. Ich wiosenna kolekcja jest bardziej dorosła, wydaje się być dojrzalsza. "Krótszych i bardziej przylegających do ciała rzeczy nie dało się już zaprojektować" - wyjaśnia Hernandez. Tweed zastąpił lycrę, a długości, czasem nawet bywają za kolana. Tweed? Czarno-biały, pastelowy? Nic z tych rzeczy! Tweedowe żakiety i sukienki P&S pokazali w flouresencyjnych kolorach - powiało świeżością. Nie cała kolekcja składa się jednak z tweedu, mamy tu też powtórkę z trendu sprzed paru sezonów, mianowicie "le slip illusion" - bielizna na wierzchu (jeszcze pamiętacie? Dior - bardzo glamour). Trend ten został zinterpretowany w zupełnie nowy sposób. Elegancki , czarny biustonosz stał się elementem neonowo-żółtej, szyfonowej sukienki z falbanami. Podsumowując - duet projektantów ubiera... Annę Wintour! Mam wrażenie, że ta kolekcja powstała specjalnie dla ich oddanej fanki. Czy obowiązkowym dodatkiem do kreacji od Proenza Scholuer tej wiosny będzie zimne spojrzenie i ciemne okulary?

CALVIN KLEIN

Minimalizm w tym sezonie zdecydowanie zalicza się do ważniejszych trendów. Jednak u Calvina Kleina minimalizm to nie trend, leczzasada. "It's about the right dress at the right time" -wyjaśnił Francisco Costa. Projektant pokazał nam sukienki o różnych krojach i różnych długościach. Jedne były dłuższe i delikatniejsze, inne nieco krótsze o bardziej zdecydowanych krojach. Cała kolekcja była czarno-biało-szara, za wyjątkiem kilku LbD's (little BLUE dresses) - idealnie wyróżniających się kobaltowych kreacji. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, długie i szerokie sukienki są genialne w swojej prostocie. Dla niektórych, minimalizm to wiecznie to samo, jednak Francisco Costa pokazał, że nic z tych rzeczy! Minimalism done right, I say!


RODARTE

Siostry Mulleavy zdążyły sobie już zjednać grono wiernych wielbicieli (Kirsten Dunst, Tavi Gevinson, czy choćby cała redakcja magazynu POP), a tym, co pokazały na Wiosnę/Lato na pewno ich nie zawiodły. Kolekcja bardzo różni się od poprzednich - ich słynne kolaże z tkanin nie są aż tak dramatyczne jak wcześniej, a kolory są dużo cieplejsze niż te obecne na poprzednich pokazach. Projektując na nowy sezon projektantki myślami były w północnej Californi - nadruki na materiałach to wzory inspirowane sekwojami z Santa Cruz. Jak zwykle wrażenie robią buty projektowane dla Rodarte przez Nicholasa Kirkwood'a - drewniane, rzeźbione obcasy na pewno nie raz pojawią się w sesjach zdjęciowych, jak przyjdzie wiosna. Zdecydowanie był jeden z ciekawszych pokazów na New York Fashion Week, pełen idealnych sukienek.

MARC JACOBS

"Why don't they look like THAT anymore?!" zapytał Marc Jacobs na widok Diane Von Furstenberg - jednej z kultowych projektantek lat 70tych. Istotnie, dzisiejsze kolejki do klubów w niczym nie przypominają tych sprzed słynnego CLUB 54. Może jednak teraz, po tym pokazie wszystko się zmieni? Krytycy pokochali wiosenną kolekcje Jacobsa. Nie jest może rewolucyjna, a pomysły nie zawsze własne, ale co z tego - it's fun! Kroje 'pożyczył'od BIBY, a niektóre wzory przypominały zygzaki Missoni, ale Jacobsowi udało się lata 70te przenieść w dzisiejsze realia i stworzyć kreacje, które nie wyglądają jak kostiumy na bal przebierańców, a wręcz przeciwnie, wykreować kolekcje pełną atrakcyjnych projektów i przepysznych kolorów! Projektant zaproponował sporą ilość kwiatów i kokard, fani kapeluszy też się nie zawiodą. Są też perfekcyjne wiosenne płaszcze, ale najważniejsze chyba są te letnie sukienki. W przeróżnych kolorach i długościach, sukienki z tej kolekcji bez wątpienia uatrakcyjnią każdą wakacyjną garderobę.

ALEXANDER WANG

Tak jak Marc Jacobs w swojej kolekcji powtórzył wiele motywów z lat 70tych, tak Alexander Wang w swojej powtórzył to, co w latach 90tych projektowali Helmut Lang, czy Anne Demeulemeester. Jednak Wangowi nie uszło to na sucho. Krytycy stwierdzili, że nie zobaczyli tu nic, czego nie widzieli wcześniej. Może oni nie, ale pokolenie internetu - młodzi ludzie, którzy pokazu nie oglądali z pierwszych rzędów, a sprzed ekranów swoich komputerów, na pewno stwierdzą, że dla nich ta kolekcja była świeża. I zapewne właśnie to oni, gdy przyjdzie wiosna, kupią ubrania Wanga. Czy mimo wszystko była to dobra kolekcja? Mi bardzo odpowiada estetyka Helmuta Langa - czyste kolory, luksusowe materiały, odważne kroje, a to, co pokazał nam Wang może i nie jest oryginalne, ale z pewnością wygląda jak coś, co niejedna młoda francuzka, włoszka, czy angielka założy na przyjecie, lub choćby na codzień. Może właśnie o to chodzi, żeby minimalizm lat 90 przenieść z wybiegów na ulice? W końcu ubrania Wanga są na znacznie 'młodszą' kieszeń niż te od Celine.

J.

4 komentarze:

  1. W sumie wychodzi to na plus, że nie ulegacie czasowej presji, publikując relacje z Tygodnia Mody w Nowym Jorku już po opadnięciu emocji modowych mediów. Relacja jak zwykle bardzo zacna, a zwłaszcza kolaże, które (chyba zaczynam się powtarzać) są zdecydowanie największym atutem tego bloga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje Bardzo! Niedługo wstawię jeszcze o pozostałych pokazach z Londynu, Mediolanu i Paryża!
    Jan.

    OdpowiedzUsuń
  3. naprawdę fantastyczna relacja, krótko i interesująco, a kolaże genialne.

    OdpowiedzUsuń